Kapsuła Czasu. Niezapisane w indeksie rokitnickie życie studenckie

50%
31 sie 2026

Początek lat 50. w Rokitnicy kojarzy się poniekąd z surowym klimatem powieści Jacka Londona. W otoczonym lasem kompleksie dawnego szpitala Spółki Brackiej pierwsi pracownicy i pierwsi studenci budowali i tworzyli świat od podstaw – podobnie jak bohaterowie „Białego Kła”.

Przybywający do Rokitnicy profesorowie i studenci trafili bowiem w miejsce, które oprócz czerwonej cegły wyznaczały powojenne warunki, w tym: ślady pożarów, braki opału i skryptów oraz trudności komunikacyjne. W tych ciężkich warunkach tworzyła się jednak wspólnota, którą po latach opisali ówcześni studenci, a późniejsi absolwenci ŚAM – profesorowie Andrzej Bętkowski i Waldemar Janiec (wspomnienia w zbiorach Pracowni Historii Medycyny Górnego Śląska).

Trudności tramwajowe i… kotlet za 5,12 zł

Codzienność akademicka wczesnych lat 50. wymagała wewnętrznej siły i zapału do działania, których jednak nie brakowało ówczesnym studentom doświadczonych drugą wojną światową. Powojenna bieda oraz trudy komunikacyjne (na trasie Rokitnica – Bytom – Zabrze kursowała jedynie niepełna linia tramwajowa) zmuszały studentów do tworzenia zgranych i zwartych grup. Pomimo dużych braków materialnych życie studenckie pełne było energii. Działał Akademicki Związek Sportowy (AZS Rokitnica), którego członkowie wyróżniali się w wielu dyscyplinach (m.in. Włodzimierz Sokołowski – mistrz Polski AZS w pchnięciu kulą; Zbigniew Szulik i Stanisław Kuśmierski – biegi średnie; Henryk Lew – szachy, późniejszy mistrz Polski i mistrz międzynarodowy w szachach korespondencyjnych; Marcel Sypniewski – tenis stołowy).

Integrację studentów wspierały zajęcia w Studium Wychowania Fizycznego – kierowanym przez dr Marię Świeżyńską oraz Studium Języków Obcych – kierowanym przez dr Zofię Kalinowską.

obraz dekoracyjny

Zdarzały się sytuacje, które na zawsze weszły do akademickiej anegdoty. Prof. Andrzej Bętkowski, pełniący wówczas funkcję starosty roku, tak wspominał wezwanie do dyrekcji Państwowego Szpitala Klinicznego: „Okazało się bowiem, że w stołówce szpitalnej brakuje jednego kotleta, a personel kuchenny twierdzi, że to studenci zabrali go i zjedli”.

Gdy dyrektor zażądał wpłaty kwoty 5,12 zł pod rygorem posądzenia o kradzież, starosta udał się o godzinie 23:00 z prośbą o pomoc do kierownika Kliniki Położnictwa i Ginekologii, prof. Karola Ryglewicza. Profesor śmiejąc się wyznał, że… sam w młodości zjadał po dwa kotlety. Po czym, pomimo późnej pory (była północ) zatelefonował do dyrektora szpitala, któremu polecił pobrać żądaną kwotę z jego własnej profesorskiej pensji.

Fizyka w pociągu do Zabrza i waga jak… kobieta

Wysoki poziom naukowy i etyczny uczelni był zasługą kadry profesorskiej, która wywodziła się z przedwojennych uniwersytetów w Krakowie, Wilnie, Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu. Szczególną rolę odegrali jednak uczeni ze Lwowa. Profesor Waldemar Janiec pisał po latach:

„Tak jak po upadku Alhambry uczeni arabscy tworzyli uniwersytety w Padwie, Paryżu, Oxfordzie, tak po utracie Lwowa wielu pracowników naukowych Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie przybyło po II wojnie światowej na Śląsk, żeby pomóc w tworzeniu Śląskiej Akademii Medycznej”.

Wykładowcy potrafili przekazywać trudną wiedzę w sposób niezwykle plastyczny:

Profesor Marian Puchalik (biofizyka): zamiast suchych wzorów objaśniał zasady ruchu jednostajnie przyspieszonego i oddziaływania mas na przykładzie przejazdu pociągu relacji Katowice – Zabrze przez Chorzów, Rudę i Chebzie. Natomiast jego asystent, mgr Andrzej Geisler (występujący dawniej w balecie Teatru Wielkiego w Krakowie), objaśniał studentom przy wagach laboratoryjnych, że: „Dobra waga powinna być jak kobieta: dokładna, czuła, rzetelna i mieć długie ramiona”.

obraz dekoracyjny

Profesor Stanisław Kohmann (anatomia prawidłowa): zwany „geniuszem dydaktyki”, potrafił za pomocą samej kredy i ręcznika rozrysować najbardziej skomplikowane przebiegi naczyń i mięśni. Tę umiejętność wypracował, wykładając anatomię na tajnych kompletach w czasie niemieckiej okupacji.

obraz dekoracyjny

Profesor Stanisław Jóźkiewicz (chemia fizjologiczna): cieszył się u słuchaczy szacunkiem i sympatią, które zyskał dzięki pięknej polszczyźnie i humorowi. Np., pytany o poprawne formy językowe, odpowiadał z uśmiechem: „Proszę Państwa, nie jest ważne, czy powiemy pomarańcza czy pomarańcz, natomiast jest rzeczą istotną możliwość zakupu tego owocu w sklepie” (a były to czasy, gdy owoc ten znano głównie z obrazków i opowieści). Profesor wykazał się też niezwykłym poświęceniem, testując opracowywaną szczepionkę przeciw tyfusowi na własnym organizmie.

obraz dekoracyjny

Do tego grona należał również pierwszy rektor uczelni, profesor Brunon Nowakowski (higiena, medycyna pracy), który w sposób bardzo metodyczny i praktyczny wykładał higienę. Studenci przez lata pamiętali przekazywane przez niego zasady, aby szpitale i szkoły projektować po zachodniej stronie miasta, sale operacyjne i kuchnie wyłącznie od północy, a dobrze przewietrzana klatka schodowa powinna umożliwiać dopływ świeżego powietrza dla całego budynku. Profesor Bętkowski w swoich wspomnieniach przyznał, że z tych rad wielokrotnie korzystał, zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym.

obraz dekoracyjny

Genetyka kontra ideologia i „szkiełka” z preparatami

Lata 50. były dla ówczesnej kadry profesorskiej również okresem próby politycznej. Gdy władze państwowe narzucały uczelniom radziecką szkołę biologii Miczurina i Łysenki, profesor Stanisław Skowron sprzeciwiał się ideologizacji genetyki Mendla i Morgana. Bętkowski wspominał: „Z przerażeniem patrzyliśmy na kolegów, którzy po niezdanym egzaminie z hukiem uciekali w popłochu z gabinetu profesora. A za biedakami wybiegał sam mistrz, rzucając za nimi indeksami i głośno wykrzykując słowa oburzenia i dezaprobaty dla usłyszanych przed chwilą odpowiedzi...”.

obraz dekoracyjny

Pomimo wykorzystywania w latach 50. biologii jako nauki w uzasadnianiu słuszności zasad marksizmu profesor Ryszard Wróblewski (biologia) konsekwentnie i umiejętnie ukierunkowywał zainteresowania studentów na badanie chromosomów, skutecznie omijając „kręte drogi indoktrynacji”.

Prawdziwą legendą pozostawał jednak profesor Tadeusz Pawlikowski (histologia). Był on wychowankiem szkoły poznańskiej i uczestnikiem bitwy nad Bzurą. Wskazywał studentom wzór dobrego lekarza, który – jak powtarzał w swojej dewizie – powinien być: „elegant, adorable and ambidexter” (elegancki, zachwycający i oburęczny).

obraz dekoracyjny

Aby zdać u Profesora egzamin z histologii, studenci spędzali długie godziny – często wieczorne i nocne – w Zakładzie, gdzie laborant, pan Gierczak, udostępniał im mikroskopy i słynne „szkiełka” z preparatami. Wydany przez profesora Pawlikowskiego podręcznik z zakresu histologii był pierwszym o zasięgu krajowym podręcznikiem opracowanym w Śląskiej Akademii Medycznej.

Podobną postawą odznaczał się profesor Artur Chwalibogowski (pediatria) – weteran walk na Bałkanach i wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku. W 1939 roku, po zajęciu Lwowa przez Rosjan, w jednej z najbiedniejszych lwowskich dzielnic pracował w przychodni pediatrycznej. Za pomocą odpowiednio dobranego leczenia ratował lwowskie dzieci przed gruźlicą. Profesora zapamiętano też z poczucia humoru. Np., kiedyś studentowi o nazwisku Guzik, który rzadko pojawiał się na zajęciach, zaliczył wymagalne do egzaminu wykłady, stwierdzając: „Kolego Guzik! Pan będzie guzik umiał na egzaminie! ... Zaliczam!”.

obraz dekoracyjny

Klamra pamięci

Naszą Alma mater kształtowali ludzie i przekazywane przez nich wartości. Współtwórcami i jednocześnie kontynuatorami tej tradycji byli również ówcześni i późniejsi studenci – na czele z dr. Zygfrydem Wawrzynkiem. Był on organizatorem życia akademickiego, pionierem ultrasonografii oraz wieloletnim prezesem Stowarzyszenia Wychowanków ŚAM. Przez wiele lat skutecznie zabiegał o integrację kolejnych roczników absolwentów Śląskiej Akademii Medycznej, poprzez m.in. organizację uroczystych jubileuszowych zjazdów absolwentów po 50. latach od ukończenia studiów, które na stałe wpisały się w historię naszej Uczelni.

Dalsze lata studiów klinicznych przyniosły studentom spotkania z kolejnymi wielkimi postaciami śląskiej i nie tylko śląskiej medycyny, m.in. chirurgiem profesorem Józefem Gasińskim, anatomopatologiem profesorem Witoldem Niepołomskim oraz medykiem sądowym i świadkiem zbrodni katyńskiej profesorem Tadeuszem Pragłowskim. Pełny zapis wspomnień wykorzystanych w tym odcinku Kapsuły Czasu dostępny jest w bazie Centrum Dokumentacji Dziejów Medycyny i Farmacji Górnego Śląska (moduł: Wspomnienia).


Zamieszczone w tekście karykatury są autorstwa profesora Tadeusza Ginki i pochodzą z jego pamiątkowych albumów wydanych z okazji 5-lecia oraz 15-lecia Śląskiej Akademii Medycznej.


Autor: dr n. hum. Paweł Bojko,
Pracownia Historii Medycyny Górnego Śląska, Zakład Antropologii Lekarskiej WNMK

Kontakt z Pracownią:

e-mail: pbojko@sum.edu.pl
tel.: 32-20-88-601
adres: ul. Medyków 4
40-752 Katowice-Ligota

© 2026 Pracownia Historii Medycyny Górnego Śląska. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Najnowsze wiadomości
© Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach, Portal SUM